czwartek, 24 maja 2012

12cm NAD ZIEMIĄ


Szewc marzeń... Tak bywa nazywany. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych projektantów butów a jego wzory są obiektem pożądania... (a niech będzie, napiszę to)...wszystkich kobiet. Tak, zaliczyłam siebie samą do grona tych wszystkich choć prawdę mówiąc szpilki noszę obecnie bardzo rzadko. Uwielbiam buty, kocham buty! Wszelkie rodzaje, modele, wzory... oczywiście muszą być spełnione określone warunki, żeby zwróciły moją uwagę. Ale o tym kiedy indziej. Dziś szpilki. Na obcasach świat jest inny. Fakt, choć teraz mam etap kiedy nie muszę się wspinać aby na świat patrzeć. Taki okres, taki stan. Niezmiennie jednak je uwielbiam i fascynują mnie. Faktycznie zmieniają kobietę tak bardzo. Nie zawsze i nie każdą na lepsze. Widzę dość często na ulicach kobiety, które nie do końca szpilek świadome wyglądają karykaturalnie. Chodzenie w nich przypomina trochę jazdę konno. Oswoić ruch. Znaleźć płynność lub sprężystość i dynamikę, energię (zależnie od nastroju czy czasu jaki mamy by dotrzeć z punktu A do B). Zachować subtelność w tym ruchu i elegancję... O chodzeniu i noszeniu szpilek mogłabym pisać długo, bo to też stan umysłu... Właśnie, coś jak garnitur u mężczyzn. A mężczyźni i szpilki? Kolejny odrębny temat. Oni je uwielbiają i uwielbiają nas szpilki noszące. Podniecają ich. Zresztą mnie też podniecają kobiety w szpilkach i mój facet o tym wie:) On też się temu nie dziwi. Ale przecież chciałam dziś o mistrzu pisać... Cristian Louboutin... Czerwona podeszwa, cudowne proporcje, kształt i wielkość wycięcia, profil - to tylko niektóre z jego znaków firmowych. W projektowaniu butów znalazł coś tak unikalnego jak własny styl. Dlaczego kobiety tak uwielbiają jego buty? Bo pięknie wysmuklają nogi. Dzięki proporcjom odpowiedniego wcięcia i wysokości obcasa sprawiają, że noga wygląda na dłuższą. Louboutin jest znawcą tematu. Projektowanie i wykonywanie butów to historia jego życia. Sam terminował w fabryce butów. Współpracował z takimi gigantami świata mody jak Dior i YSL. Swoją własną firmę założył 20 lat temu i do dnia dzisiejszego stała się synonimem klasy, elegancji, niezależności... i odrobiny szaleństwa. Ja sama nie przywiązuję uwagi do metek. Marka sama w sobie nie ma dla mnie znaczenia tylko dlatego, że jest w danej chwili modna. Louboutin to jednak więcej niż marka. To zjawisko i filozofia. Kiedyś założę jego szpilki, kiedyś sobie je kupię... Tymczasem zakładam japońskie w swym minimalnym wzornictwie sandały, balerinki, trampki, glany, do pół łydki wiązane bokserki... A dzieła Louboutina na razie z przyjemnością i zachwytem oglądam.





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz